Jak patrzymy na dziecko?
Patrzymy na dziecko przede wszystkim jak na osobę, nie jak na zbiór deficytów, trudnych zachowań czy diagnoz, ale jak na kogoś, kto od pierwszego dnia swojego życia próbuje nawiązać relację ze światem, na miarę możliwości swojego układu nerwowego, doświadczeń i warunków, w jakich przyszło mu funkcjonować. Widzimy w dziecku podmiot, który ma swoją historię, swój sposób przeżywania, własne tempo rozwoju i prawo do bycia wysłuchanym, nawet jeśli jeszcze nie potrafi wyrazić swoich potrzeb w sposób akceptowany społecznie.
Nasze patrzenie na dziecko wyrasta z przekonania, że każde zachowanie ma sens, nawet jeśli na pierwszy rzut oka jest trudne, niezrozumiałe lub obciążające dla otoczenia, ponieważ traktujemy je jako formę komunikatu o stanie wewnętrznym dziecka, poziomie regulacji jego układu nerwowego, przeciążeniu sensorycznym lub niezaspokojonej potrzebie. Zamiast pytać, co z dzieckiem jest nie tak, pytamy raczej, co dzieje się z dzieckiem i czego w danym momencie może potrzebować, aby odzyskać poczucie bezpieczeństwa i wpływu.
Doświadczenia historyczne i współczesna wiedza naukowa uczą nas pokory wobec szybkich ocen i uproszczonych interpretacji. Historia postrzegania autyzmu i innych form neuroróżnorodności pokazuje, jak łatwo dziecko może zostać uznane za „zagubione”, „niedostępne” lub „niewychowalne”, kiedy brakuje narzędzi do zrozumienia jego sposobu funkcjonowania. Dlatego opieramy się na aktualnych badaniach z zakresu neurobiologii, pedagogiki specjalnej i ruchu neuroróżnorodności, które jednoznacznie wskazują, że różnice neurologiczne są naturalnym elementem ludzkiej różnorodności, a nie błędem wymagającym naprawy.
Patrzymy na dziecko neuroatypowe jak na osobę funkcjonującą w świecie zaprojektowanym głównie pod potrzeby neurotypowe, świecie często zbyt głośnym, zbyt szybkim i zbyt mało uważnym na sygnały przeciążenia. Z tej perspektywy odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na dziecku, lecz na dorosłych i systemie, który powinien dostosować środowisko, tempo i formy oddziaływań do realnych możliwości ucznia, zamiast oczekiwać, że to dziecko dopasuje się do sztywnych ram.
Ważnym elementem naszego myślenia jest uznanie autonomii dziecka, jego prawa do decydowania o sobie na miarę wieku i kompetencji, do wyrażania sprzeciwu, wyboru i preferencji. Inspiruje nas myśl ruchu neuroróżnorodności i głos samorzeczników, którzy jasno pokazują, że dobre wsparcie nie polega na mówieniu w imieniu dziecka, ale na tworzeniu warunków, w których ono samo może stopniowo zabierać głos. Hasło „nic o nas bez nas” traktujemy nie jako slogan, lecz jako zobowiązanie etyczne w codziennej praktyce edukacyjnej i terapeutycznej.
Patrzymy na dziecko także przez pryzmat relacji, wierząc, że rozwój nie dokonuje się w izolacji, lecz w bezpiecznej, stabilnej więzi z dorosłym, który jest uważny, przewidywalny i gotowy do współregulacji. To w relacji dziecko uczy się świata, siebie i innych, dlatego tak dużą wagę przywiązujemy do jakości kontaktu, języka, jakim się posługujemy, oraz sposobu reagowania w sytuacjach trudnych. Wreszcie widzimy w dziecku potencjał, który nie zawsze mieści się w standardowych miarach sukcesu edukacyjnego. Dla nas małe kroki, takie jak pierwsze wypowiedziane „chcę”, samodzielne użycie łyżeczki czy odwaga w nawiązaniu kontaktu, są realnymi ośmiotysięcznikami rozwoju, wymagającymi czasu, cierpliwości i głębokiego szacunku dla drogi, jaką dziecko pokonuje. Wierzymy, że zmienianie świata zaczyna się właśnie tutaj, w codziennej, uważnej pracy z jednym dzieckiem, w uznaniu jego godności i prawa do bycia sobą. Patrzymy na dziecko przede wszystkim jak na osobę, nie jak na zbiór deficytów, trudnych zachowań czy diagnoz, ale jak na kogoś, kto od pierwszego dnia swojego życia próbuje nawiązać relację ze światem, na miarę możliwości swojego układu nerwowego, doświadczeń i warunków, w jakich przyszło mu funkcjonować. Widzimy w dziecku podmiot, który ma swoją historię, swój sposób przeżywania, własne tempo rozwoju i prawo do bycia wysłuchanym, nawet jeśli jeszcze nie potrafi wyrazić swoich potrzeb w sposób akceptowany społecznie.
Nasze patrzenie na dziecko wyrasta z przekonania, że każde zachowanie ma sens, nawet jeśli na pierwszy rzut oka jest trudne, niezrozumiałe lub obciążające dla otoczenia, ponieważ traktujemy je jako formę komunikatu o stanie wewnętrznym dziecka, poziomie regulacji jego układu nerwowego, przeciążeniu sensorycznym lub niezaspokojonej potrzebie. Zamiast pytać, co z dzieckiem jest nie tak, pytamy raczej, co dzieje się z dzieckiem i czego w danym momencie może potrzebować, aby odzyskać poczucie bezpieczeństwa i wpływu.
Doświadczenia historyczne i współczesna wiedza naukowa uczą nas pokory wobec szybkich ocen i uproszczonych interpretacji. Historia postrzegania autyzmu i innych form neuroróżnorodności pokazuje, jak łatwo dziecko może zostać uznane za „zagubione”, „niedostępne” lub „niewychowalne”, kiedy brakuje narzędzi do zrozumienia jego sposobu funkcjonowania. Dlatego opieramy się na aktualnych badaniach z zakresu neurobiologii, pedagogiki specjalnej i ruchu neuroróżnorodności, które jednoznacznie wskazują, że różnice neurologiczne są naturalnym elementem ludzkiej różnorodności, a nie błędem wymagającym naprawy.
Patrzymy na dziecko neuroatypowe jak na osobę funkcjonującą w świecie zaprojektowanym głównie pod potrzeby neurotypowe, świecie często zbyt głośnym, zbyt szybkim i zbyt mało uważnym na sygnały przeciążenia. Z tej perspektywy odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na dziecku, lecz na dorosłych i systemie, który powinien dostosować środowisko, tempo i formy oddziaływań do realnych możliwości ucznia, zamiast oczekiwać, że to dziecko dopasuje się do sztywnych ram.
Ważnym elementem naszego myślenia jest uznanie autonomii dziecka, jego prawa do decydowania o sobie na miarę wieku i kompetencji, do wyrażania sprzeciwu, wyboru i preferencji. Inspiruje nas myśl ruchu neuroróżnorodności i głos samorzeczników, którzy jasno pokazują, że dobre wsparcie nie polega na mówieniu w imieniu dziecka, ale na tworzeniu warunków, w których ono samo może stopniowo zabierać głos. Hasło „nic o nas bez nas” traktujemy nie jako slogan, lecz jako zobowiązanie etyczne w codziennej praktyce edukacyjnej i terapeutycznej.
Patrzymy na dziecko także przez pryzmat relacji, wierząc, że rozwój nie dokonuje się w izolacji, lecz w bezpiecznej, stabilnej więzi z dorosłym, który jest uważny, przewidywalny i gotowy do współregulacji. To w relacji dziecko uczy się świata, siebie i innych, dlatego tak dużą wagę przywiązujemy do jakości kontaktu, języka, jakim się posługujemy, oraz sposobu reagowania w sytuacjach trudnych.
Wreszcie widzimy w dziecku potencjał, który nie zawsze mieści się w standardowych miarach sukcesu edukacyjnego. Dla nas małe kroki, takie jak pierwsze wypowiedziane „chcę”, samodzielne użycie łyżeczki czy odwaga w nawiązaniu kontaktu, są realnymi ośmiotysięcznikami rozwoju, wymagającymi czasu, cierpliwości i głębokiego szacunku dla drogi, jaką dziecko pokonuje. Wierzymy, że zmienianie świata zaczyna się właśnie tutaj, w codziennej, uważnej pracy z jednym dzieckiem, w uznaniu jego godności i prawa do bycia sobą.
